Kochani, czy zastanawialiście się kiedyś, czy zwierzęta czują, że z ich opiekunem dzieje się coś złego? Czy zauważają nasz niepokój, ból, zmęczenie, nawet kiedy próbujemy zachowywać się tak jak zwykle? A może sami doświadczyliście sytuacji, w której Wasz kot albo pies nie odstępował Was na krok właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebowaliście bliskości?
Wracam czasem do tych pytań. Mam wrażenie, że zwierzęta rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Szczególnie koty, które potrafią być niezależne, chodzić własnymi ścieżkami i wyraźnie pokazywać, kiedy nie mają ochoty na towarzystwo. A jednak czasami pojawiają się przy nas w takim momencie, że trudno się nie wzruszyć.
U mnie te rozważania mają swój początek w historii mojej rodziny. Do dziś pamiętam ją bardzo dobrze, choć nadal nie potrafię odpowiedzieć na wszystkie pytania, które wtedy się pojawiły.
Choroba córki i chore oczko kociątka czyli historia z naszego domu
U mojej córki stwierdzono tętniaka w oku. To była dla nas trudna wiadomość, która naturalnie budziła niepokój. Kiedy chodzi o zdrowie własnego dziecka, trudno po prostu odłożyć myśli na bok i spokojnie zająć się codziennością.
W tym samym czasie nasza kotka się okociła. Jedno z kociąt miało duży problem z oczkiem i również potrzebowało pomocy.
Z kotkiem jeździliśmy do weterynarza, natomiast córka pozostawała pod stałą kontrolą okulistyczną. W obu przypadkach potrzebne były troska, odpowiednie leczenie i sprawdzanie, co dzieje się dalej. Nie wiedzieliśmy wtedy, jak zakończy się którakolwiek z tych historii.
I właśnie w tym okresie wydarzyło się coś, co do dziś wywołuje u mnie dreszcze.
U córki, ku naszej ogromnej radości i zdumieniu, tętniak zniknął. Dla nas było to jak cud. Po wcześniejszym niepokoju przyszła ulga, którą trudno opisać komuś, kto nigdy nie martwił się w ten sposób o bliską osobę.
Kociaczkowi niestety nie udało się uratować oczka. Konieczne było jego usunięcie.
Dwie historie rozgrywające się w tym samym czasie. W obu chodziło o oko, a jednak zakończenia były zupełnie inne. Radość o zdrowie córki mieszała się ze smutkiem z powodu tego, co spotkało małe zwierzę.
Czy kot może przejąć chorobę człowieka? Pytanie, które we mnie zostało
Właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać: czy to był zwykły zbieg okoliczności? Dlaczego te dwie sytuacje wydarzyły się niemal równocześnie? Czy mogło je coś łączyć?
Pojawiła się nawet myśl, czy zwierzę może przejąć na siebie chorobę człowieka.
Nie wiem, dlaczego tak potoczyły się te wydarzenia, i nie chcę przedstawiać osobistego odczucia jako pewności. Samo to, że dwie rzeczy dzieją się w podobnym czasie, nie wystarcza, żeby uznać, że jedna spowodowała drugą. Nasza historia nie jest dowodem na to, że kot przejął chorobę córki.
Ale emocje nie zawsze kończą się tam, gdzie kończy się to, co potrafimy wyjaśnić. Jako mama odczuwałam ogromną ulgę. Jako osoba kochająca zwierzęta przeżywałam też to, co spotkało kociątko. Te dwa uczucia pozostały ze mną i być może właśnie dlatego tak mocno połączyłam w pamięci oba wydarzenia.
W naszym domu przewinęło się wiele kotów. Każdy miał własny charakter, przyzwyczajenia, ulubione miejsca i swoje choroby. Jedne chętniej szukały kontaktu, inne potrzebowały więcej przestrzeni. Jednak podobna sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy.
Do dziś do niej wracam. Bez gotowej odpowiedzi, za to z poczuciem, że był to dla naszej rodziny bardzo ważny czas.
Kot przy chorej nodze towarzyszył mi po operacji kolana
Przypomina mi się również inne doświadczenie, już związane z moim zdrowiem.
Byłam po operacji kolana. Mój kochany kot układał się wtedy wzdłuż chorej nogi i codziennie leżał przy niej przez godzinę. Potem wstawał i wychodził na dwór.
Ten powtarzający się zwyczaj bardzo mnie poruszał. Miałam wrażenie, jakby wiedział, że właśnie tam coś mnie boli, i chciał przy mnie pobyć.
Patrzyłam na niego i myślałam, że wygląda to tak, jakby zabierał ze sobą całe to choróbsko, złą energię, a później wynosił je na zewnątrz, oddać Naturze. Tak to wtedy czułam. To mój osobisty obraz tamtych chwil, sposób opisania czułości i ulgi, jakie wiązały się z jego obecnością.
Nie potrafię powiedzieć, co kierowało moim kotem. Czy szukał wygodnego miejsca? Czy zauważał, że inaczej się poruszam i więcej odpoczywam? A może po prostu chciał być blisko?
Pamiętam za to, że jego obecność miała dla mnie znaczenie. W czasie, kiedy człowiek musi zwolnić i uzbroić się w cierpliwość, takie spokojne towarzystwo staje się czymś bardzo cennym.
Czy zwierzęta czują, że ich opiekun cierpi?
Kiedy myślę o tym, czy zwierzęta wyczuwają chorobę człowieka, zastanawiam się również nad naszą codziennością. Przecież mieszkają z nami, towarzyszą nam w zwykłych czynnościach, są obok w dobrych i trudniejszych chwilach.
My znamy ich przyzwyczajenia. Wiemy, który kot przychodzi rano, który lubi spać w nogach, a który odzywa się dopiero wtedy, gdy miska jest pusta. Zauważamy, kiedy zachowują się inaczej niż zazwyczaj. Czasem wystarczy drobiazg, żebyśmy pomyśleli: coś jest nie tak.
Czy one podobnie odbierają zmiany w naszym zachowaniu? Czy zwracają uwagę na to, że mniej mówimy, wolniej chodzimy albo częściej zostajemy w łóżku? To wydaje mi się równie ciekawym pytaniem jak zastanawianie się nad ich niezwykłą intuicją.
Nie umiem zajrzeć do kociej głowy. Mogę opowiedzieć tylko o tym, co widziałam i co sama przy tym czułam. A czułam, że mój kot jest blisko mnie w czasie, gdy tej bliskości bardzo potrzebowałam.
Być może niektóre osoby odnajdą w tym własne doświadczenia. Psa, który podczas choroby układał się przy łóżku. Kota, który zwykle trzymał dystans, a w trudnym okresie częściej przychodził na kolana. Obecność, która w innych okolicznościach mogłaby umknąć naszej uwadze, a wtedy zostaje w pamięci na lata.
Bliskość zwierząt w chorobie i trudnych chwilach
Dla mnie w tych wspomnieniach najważniejsze jest to, jak wiele może znaczyć samo bycie obok. Zwierzę nie zapyta, czego się boimy. Nie powie, że rozumie. A jednak czasem bardzo wyraźnie odczuwamy jego towarzystwo.
Kiedy boli, kiedy czekamy na wiadomość o zdrowiu bliskiej osoby albo próbujemy odzyskać siły, codzienność wygląda inaczej. Więcej uwagi poświęcamy drobiazgom. Zapamiętujemy, kto przy nas usiadł, kto się odezwał, kto nie zostawił nas samych.
Ja zapamiętałam kota leżącego wzdłuż mojej nogi.
Pamiętam też, że zwierzęta same potrzebują naszej uważności. Nasz mały kotek wymagał pomocy weterynarza, tak jak córka wymagała opieki okulistycznej. Miłość do nich wyraża się również w tym, że reagujemy na ich ból i szukamy dla nich leczenia.
Kiedy wracam do tamtej historii, nie chciałabym widzieć w kociątku wyłącznie części opowieści o zdrowiu człowieka. Ono samo było małym, potrzebującym opieki zwierzęciem. Jego cierpienie także było ważne.
Co zostaje po takich doświadczeniach?
Życie czasem stawia nas w sytuacjach, do których wracamy przez długi czas. Próbujemy je sobie poukładać, znaleźć wyjaśnienie, zrozumieć, dlaczego wydarzyły się właśnie wtedy.
Nie wszystkie moje pytania doczekały się odpowiedzi. Nie wiem, czy z upływem lat będę patrzeć na tę historię inaczej. Wiem natomiast, że mocno wpłynęła na to, jak myślę o obecności zwierząt w naszym domu.
Dziś, kiedy kot przychodzi i kładzie się obok, chętnie zatrzymuję się przy tej chwili. Nie muszę za każdym razem wiedzieć, dlaczego wybrał właśnie to miejsce i ten moment. Cieszę się, że jest.
Kochani, a jak było u Was? Czy zdarzyło się, że Wasz kot lub pies zachowywał się inaczej, kiedy chorowaliście albo przechodziliście trudny okres? Szukał bliskości, pilnował Was, a może po prostu spokojnie leżał obok?
Jestem ciekawa Waszych historii. Także tych całkiem zwyczajnych, bez niezwykłych zbiegów okoliczności. Czasem właśnie takie wspomnienia najwięcej mówią o więzi, którą mamy ze zwierzętami.
Z miłością do siebie, do ludzi i zwierząt,
DAGMARA M. SYKUT